Siedzę,i zajadam kolacyjke a właściwie już zjadłam haha. Dzień szybko zleciał,rano kościół,potem rower z Panną Aleksandrą która niestety miała pecha ale nie roztrząsajmy tego.Później pojechałam sobie sama,przetrzec stary szlak którym jak pamiętam jeździlam z mamą gdy byłam młodsza do babci.Teraz można tam tylko jechac po to żeby powspominac,niby to nic takiego ale dla mnie dużo,lubiałam tam przyjeżdzac.Dańdówka,małe osiedle Wrzosowa...kamienice które pamiętają pewnie wiele szczęśliwych dni,starszych już mieszkańców.Pamiętam te starsze panie,które były od lat koleżankami mojej babci.Siedziały na ławeczce przed wejściem.Ja zawsze siedziałam na oknie w kuchni,moja druga babcia opowiadała mi że zawsze też tak siedziała...zbierałam liście dębów i żołędzie.Szkoda że już nigdy nie będę mogła tego robic,chociaż chciałabym bardzo.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz